Jesienne podwyżki węgla i energii
Początek tygodnia przynosi dyskusję nad cenami węgla i energii, które w jednym nie zaskakują - systematycznie idą w górę. A przed nami pochmurne, zimne dni…
Jeśli chodzi o węgiel, trwają spekulacje na temat niewystarczających ilości jego wydobywania oraz braku podpisanych kontraktów przez odbiorców. Mało tego, w perspektywie mamy jesienną podwyżkę. Ta wchodzi w życie za dwa dni, 1 października.
Co to oznacza? To oczywiście pytanie czysto retoryczne. Ceny węgla już dziś są wyższe o dobre 15 - 30 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, a po podwyżkach pójdą w górę o kolejne 20 proc. Dziennik Łódzki przytacza opinię Zbigniewa Madeja, rzecznika Kompanii Węglowej SA, największego koncernu górniczego w Europie, zrzeszającego 16 kopalni i 5 zakładów, który mówi:
- Pierwszego października zaczyna się sezon grzewczy i musi być drożej. Potem ceny węgla znów spadną.
Winę za wzrost cen węgla ponoszą rosnące koszty wydobycia. Węgiel wydobywany jest z coraz niższych pokładów. Kopalnie nie inwestują w uruchamianie nowych ścian wydobywczych, bo nie mają pieniędzy. Tych z kolei nie zarabiają, bo nie inwestują. Do tego dochodzą jeszcze pośrednicy zawyżający marże w skupach, wykorzystując w ten sposób sezonową koniunkturę.
Najgorsze dla odbiorców indywidualnych jest to, że węgla zwyczajnie brakuje, kopalnie nie nadążają z jego wydobyciem, sprzedając cały urobek na pniu. Tak duża podaż powoduje, że ceny są windowane wedle uznania kopalni.
Oczywiste jest, że w tej sytuacji trudno, aby nie odbiło się to na cenach energii elektrycznej. Dziś, jak informuje Gazeta Wyborcza, mamy poznać decyzję prezesa URE na temat uwolnienia cen prądu dla gospodarstw domowych. Jeśli Mariusz Swora będzie konsekwentny, nie dojdzie do tego, bo rynek w dalszym ciągu nie jest konkurencyjny.
Choć teoretycznie od lipca ubiegłego roku mamy możliwość zmiany dostawcy prądu, w dalszym ciągu nie jest o to tak łatwo, a cała procedura jest zbyt skomplikowana. Na tyle, że przy niewielkich różnicach cenowych poszczególnych firm, przeciętnemu Kowalskiemu po prostu szkoda się fatygować. Stąd z nowych możliwości skorzystało zaledwie kilkaset osób i firm.
Zdaniem analityków, nawet jeśli prezes nie uwolni dziś cen prądu, to i tak będą one rosnąć. Powodów jest kilka, a najważniejszy to wzrost cen węgla, ale zaraz potem - rosnący popyt na prąd. Roczne zapotrzebowanie naszego kraju zwiększa się w tempie ok. 3 proc. rocznie. A skoro jest podaż, to pewne, że i ceny wzrosną. Na razie słychać o 10 - 12 proc., najpóźniej w przyszłym roku.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



