KNF przeszkadza czy dba o klienta?
Według raportu przygotowanego przez KRD, wartość źle obsługiwanych kredytów wynosi już 2,3 mld zł, a począwszy od czerwca br. zadłużenie postępuje niezwykle gwałtownie. Jak zareaguje na to KNF?
O tej niepokojącej sytuacji na rynku kredytów mogliśmy przeczytać w przedwczorajszym numerze Metra. Analitycy przekonują jednak, że w zestawieniu Krajowego Rejstru Długów nieterminowo spłacane kredyty mieszkaniowe stanowią zaledwie 1,25 proc. wszystkich pożyczek hipotecznych. Tu warto tylko zastanowić się, ile z nich, to kredyty konsolidacyjne, zaciągane ma spłatę wsześniejszych zobowiązań mieszkaniowych.
Tak czy inaczej, z raportu jasno wynika, że poważne kłopoty ze spłatą występują głównie w przypadku kredytów udzielonych w złotówkach. Stanowią one 70 proc. z ogólnej liczby niespłacanych na czas pożyczek. Wprawdzie dużo lepiej obsługiwane są kredyty we frankach, jednak specjaliści bankowi nie mają wątpliwości, że i tu mogą pojawić się problemy.
W ostatnich miesiącach banki radykalnie podniosły poprzeczkę zdolności kredytowej, co znacznie utrudniło zakupy nieruchomości na kredyt, jednak pamiętać trzeba, że przed nami widmo załamania gospodarczego. To spodziewane jest, zdaniem ekonomistów, w 2009-2010 roku. Gospodarcza recesja, zmniejszenie zatrudnienia, redukcja płac mogą spowodować, że niejeden kredytobiorca będzie miał poważny problem. Tym bardziej, że zanim pojawiły się pierwsze oznaki globalnego kryzysu, banki wyliczając zdolność kredytową, pozostawiały swym klientom na życie zaledwie 400 zł! Dziś taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Obostrzenia procedur bankowych doprowadziły do sytuacji, w której zdolność kredytobiorcy liczona jest na podstawie połowy jego dochodu netto, po odliczeniu wszelkich innych zobowiązań.
Wygląda na to, że jest to jedyna metoda, by udzielane kredyty były bezpieczne, a na tym zależy zarówno bankom, jak i samym kredytobiorcom, którzy nie chcą przecież stracić swoich mieszkań. Niepokoić jednak może, że bankowy nadzór finansowy, pomimo i tak ostrożnej polityki instytucji finansowych, wprowadzić chce kolejne zabezpieczenia ogłaszając już wkrótce Rekomendację T. Tym razem chodzi o podwyższenie pułapu zdolności kredytowej oraz stały monitoring wartości zabezpieczenia i relacji między nim a kredytem, o czym czytamy w dzisiejszej Gazecie Prawnej.
W sytuacji, kiedy wartość dotyczczasowego zabezpieczenia spadnie, bank będzie mógł zażądać dodatkowego. To stanowić może niemały problem, zwłaszcza dla ludzi młodych, na dorobku, których jedynym majątkiem jest właśnie kredytowana nieruchomość. Rekomendacja T przewiduje też wypowiedzenie umowy kredytowej przez bank, gdy raty nie będą regularnie spłacane. Wówczas w ciągu miesiąca wymagalna stanie się cała wartość kredytu wraz z odsetkami. Ile takich sytuacji może się zdarzyć, trudno przewidzieć. Nie wiadomo też, jak banki zachowają sie wobec klientów, którzy choć terminowo regulują raty, nie przedstawią dodatkowych zabezpieczeń.
Sami bankowcy komentują wprowadzenie rekomendacji obojętnym wzruszeniem ramion: to nic nowego. Tego rodzaju zmiany już funkcjonują w oparciu o wewnętrzne i indywidualnie przyjmowane przez banki regulacje. - Dlatego z tego punktu widzenia rekomendacja T w ogóle nie będzie miała wpływu na rynek, który zresztą już i tak siadł – cytuje Emila Szwedę, analityka Open Finance, GP.
Innego zdania jest Michał Chruściel, dyrektor departamentu kredytów hipotecznych w Fortis Bank Polska, który uważa, że nowe zasady wyliczania zdolności kredytowej obrócą sie przeciwko zamożniejszym klientom. - Na przekroczenie rekomendowanego poziomu wskaźnika DTI mogą sobie pozwolić klienci o relatywnie wysokich dochodach. Dlatego nowa rekomendacja może przynieść spowolnienie akcji kredytowej głównie w segmencie klientów zamożnych. Nie zahamuje ona natomiast dynamiki sprzedaży kredytów w segmencie klientów średnio zamożnych. Wydłużanie okresu spłaty kredytu nie będzie skutecznym sposobem poprawy sytuacji. Działanie takie ma w praktyce niewielki wpływ na wysokość kredytu, oznacza natomiast wzrost kosztów odsetkowych dla klienta i większe ryzyko dla banku – ocenia M. Chruściel.
Wygląda więc na to, że KNF może tutaj więcej zaszkodzić niż pomóc, tym bardziej, że banki nauczone przykładem upadających zachodnich instytucji finansowych same dmuchają na zimne i nie udzielają kredytów lekką ręką.
Zobacz także:
Wziąłeś franki, płać w nich raty
Kiedy frank się uspokoi?
Walutowe palpitacje
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



