Zagrożonych kredytów przybywa
Co się dzieje na rynku kredytów mieszkaniowych? Banki tworzą rezerwy na pokrycie strat związanych ze źle obsługiwanymi pożyczkami. Ze spłatą zobowiązań hipotecznych jest bowiem coraz gorzej.
Przyczyn takiego stanu rzeczy nie trzeba się specjalnie doszukiwać. Dziecko nawet wie, że mamy kryzys, a skoro tak, utrata pracy i zaleganie ze spłatą kredytów bankowych nie jest zjawiskiem odosobnionym. Już od pewnego czasu mówi się o kłopotach konsumentów, którzy mając kłopot z regulowaniem bieżących opłat za energię czy telefon, mimo wszystko starają się obsługiwać kredyt mieszkaniowy. Jednak z każdym miesiącem sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca, a nierzetelnych dłużników przybywa. Według Dziennika Polska, dzieje się tak nie tylko za sprawą cięć w zatrudnieniu, ale i redukcji pracowniczych pensji. To tylko nakręca spiralę zadłużenia, nikt bowiem biorąc kredyt nie spodziewał się, że za kilka miesięcy straci pracę albo że jego zarobki spadną.
Największe kłopoty mają klienci spłacający kilka kredytów jednocześnie, a jest ich już 1,4 mln, co stanowi prawie 15 proc. wszystkich kredytobiorców i o ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Obecnie gospodarstwa domowe łącznie spłacają 337 mld zł kredytów, z czego ok. 208,5 mld zł przypada na kredyty mieszkaniowe. Resztę stanowią tzw. szybkie pożyczki, debety w kontach, limity na kartach oraz zakupy ratalne. Jest niemal pewne, że część z nich nie zostanie spłacona. Pierwszym sygnałem jest pogarszająca się spłacalność kredytów konsumpcyjnych. Można się spodziewać, że w następnej kolejności klienci przestaną płacić raty za mieszkanie.
Już dziś wartość kredytów zagrożonych niespłaceniem szacuje się na 30-40 mld zł, dlatego banki tworzą rezerwy na pokrycie ewentualnych strat związanych z nieobsługiwanymi kredytami. Kroki takie podjął m.in. BRE Bank, do którego należą MultiBank oraz mBank, zawiązując 100 mln zł rezerwy. Podobnie uczyniły również inne banki. Wygląda więc na to, że mimo delikatnych sygnałów o poprawiającej się sytuacji gospodarczej, scenariusz może nie być zanadto różowy.
Największe kłopoty mają klienci spłacający kilka kredytów jednocześnie, a jest ich już 1,4 mln, co stanowi prawie 15 proc. wszystkich kredytobiorców i o ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Obecnie gospodarstwa domowe łącznie spłacają 337 mld zł kredytów, z czego ok. 208,5 mld zł przypada na kredyty mieszkaniowe. Resztę stanowią tzw. szybkie pożyczki, debety w kontach, limity na kartach oraz zakupy ratalne. Jest niemal pewne, że część z nich nie zostanie spłacona. Pierwszym sygnałem jest pogarszająca się spłacalność kredytów konsumpcyjnych. Można się spodziewać, że w następnej kolejności klienci przestaną płacić raty za mieszkanie.
Już dziś wartość kredytów zagrożonych niespłaceniem szacuje się na 30-40 mld zł, dlatego banki tworzą rezerwy na pokrycie ewentualnych strat związanych z nieobsługiwanymi kredytami. Kroki takie podjął m.in. BRE Bank, do którego należą MultiBank oraz mBank, zawiązując 100 mln zł rezerwy. Podobnie uczyniły również inne banki. Wygląda więc na to, że mimo delikatnych sygnałów o poprawiającej się sytuacji gospodarczej, scenariusz może nie być zanadto różowy.
(bpawlak), 23-07-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



