Zimno, a tu bunt na pokładzie...
Temperatury na dworze znów spadły grubo poniżej zera, a dostawcy energii przekonują, że biznes im się nie opłaca. Czy to znaczy, że przestaną grzać?
Na szczęście do takich decyzji chyba jeszcze daleko, ale faktem jest, że Vattenfall Sales Poland i RWE Polska twierdzą, iż w obecnych warunkach cenowych nie dość, że nie zarabiają, to nawet tracą. Ile? Jak donosi dzisiejsza Gazeta Prawna, nawet 10 mln zł w skali jednego tylko miesiąca. Potwierdza to Grzegorz Lot, dyrektor ds. sprzedaży Vattenfall Sales Poland, który mówi:
- Ceny hurtowe na 2009 rok wzrosły tak, że każdy miesiąc sprzedaży po cenach z 2008 roku oznaczałby dla nas około 10 mln zł strat.
Podobne stanowisko zajmuje RWE Polska, który nie godzi się na zatwierdzone przez URE taryfy, przekonując, iż większe podwyżki są konieczne, bo wymuszone poziomem cen na rynku hurtowym. W związku z tym, wbrew decyzjom URE, obaj operatorzy od nowego miesiąca zamierzają podnieść ceny dostarczanej gospodarstwom domowym energii. Rzecznik RWE Polska, Iwona Jarzębska tak tłumaczy ten krok:
- Ceny detaliczne energii oferowane przez naszą firmę są ściśle powiązane z cenami hurtowymi. W cenie końcowej energii koszt zależny od RWE Polska stanowi około 3 proc.
Jak to jednak jest, że na 14 firm, aż 12 godzi się na zatwierdzone przez regulatora stawki? Czy przypadkiem nie bez znaczenia jest fakt, że wszystkie one należą do polskich państwowych grup energetycznych, w przeciwieństwie do zbuntowanych sprzedawców: szwedzkiego Vattenfall Sales Poland i niemieckiego RWE Polska? Ci są w stałym konflikcie z URE, który w przypadku szwedzkiego operatora jedynie otrzymuje nowe cenniki do wglądu. O większą poprawność dbał RWE Polska, zabiegając jeszcze pod koniec minionego roku o ich zatwierdzenie, co zresztą się udało.
Teraz jednak wojna oparła się o sąd. Ten ma rozstrzygnąć, czy wnioski zbuntowanych sprzedawców są uzasadnione. Nawet jeśli nie, nam odbiorcom nie pozostaje nic innego, jak tylko płakać i płacić. To jedyne wyjście, jeśli chcemy mieć w domu prąd. Na pocieszenie przytoczyć można opinię radcy prawnego kancelarii Allen & Overy, A. Pędzich. Jego zdaniem, w sytuacji, gdy sąd nie przyzna racji sprzedawcom, możliwe będzie ubieganie się o zwrot nadpłaty. - W takim scenariuszu klient płaciłby swoje należności za prąd w wysokości wynikającej z wystawionych przez dostawcę rachunków, a po ewentualnym rozstrzygnięciu sporu na korzyść URE mógłby zwrócić się do dostawcy o zwrot nienależnie pobranej nadpłaty – mówi Kamil Jankielewicz.
O tym, jak dotąd kształtowały się ceny energii i innych surowców, przeczytacie tutaj.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



